Informacje

Blog Town of Colorado został otwarty dnia 24.10.2021 roku o godzinie 20:00
Stan Bloga: 13
Kobiety: 9
Mężczyźni: 4

Archiwum

Statystyka

Popularne posty

Od Alexandra cd Juliette

||

 Poranki bywają naprawdę trudne. Szczególnie te poniedziałkowe. Po weekendowym szaleństwie. Szedłem przez korytarze wydziału starając się nie wyglądać tak bardzo marnie jak się czułem. Sobotnie świętowanie wolności i niedzielne poprawienie kawalerskim, na którego datę nie mam pojęcia, który geniusz wpadł, dało mi mocno w kość. Kac całe szczęście już odpuścił, ale dzisiejszy dzień nie zapowiadał się łagodnie. Cóż przynajmniej ogarnąłem się na tyle, by nie wyglądać i nie pachnieć jak kloszard. To już jakiś sukces, biorąc pod uwagę czekające mnie spotkanie.
W sobotni wieczór byłem nastawiony na możliwość spotkania jakiegoś mojego studenta. Była to rzecz bardziej niż pewna. Kiedy kumpel upiera się na klub w mieście, a nie poza nim i w dodatku jeden z popularniejszych trzeba się z tym liczyć. Jednak nie spodziewałem się na pewno ujrzeć mojej studentki w takim wydaniu. Ona raczej też nie spodziewała się ujrzeć swojego profesora. Tym bardziej mnie, gdyż świetnie wychodziło mi skrywanie się w postawie ''poważnego malkontenta". Sytuacja dość nie zręczna dla obydwu stron. A samopoczucia nie poprawiała świadomość, że widok naprawdę mi się podobał. Głównie przez bijącą od niej pasję. No przynajmniej dopóki do świadomości nie przedarło się na kogo patrzę. Jednak do cholery, nic takiego się nie wydarzyło. A raczej nic nad wyraz nie właściwego. Spotkanie w burdelu byłoby dziwne, a nie w klubie. Nie robiła nic nielegalnego, ja tak samo, przynajmniej tym razem. Stąd trzeba przejść nad tą całą sytuacją do porządku dziennego, zapominając o niej. Całkowity profesjonalizm. Chociaż Xavier, z którym dyskutowałem przez telefon tak tego nie widział.
– Nie zazdroszczę ci stary– zaśmiał się złośliwie, jakby grożono mi rozstrzelaniem za odcięcie głowy gumiżelkowi, a nie omawialibyśmy poważną sytuację. – Właśnie idziesz na zajęcia, gdzie w grupie masz dziewczynę, której pośladki widzieliśmy w całej okazałości, bo mieliśmy ochotę pogapić się na ładne ciałka. A nie okłamiesz mnie, bo wiem doskonale, że widok ci został przed oczami... Masz przejebane.
– To ty próbujesz mi to wmówić –odparłem znudzonym tonem, nie dając się mu sprowokować.– Nie ma czego roztrząsać. Nie mam zamiaru zaczynać z nią tematu, chyba że ona będzie miała taką potrzebę. Poza tym to smutne, że właściciel klubu, aby pogapić się na dziewczyny musi chodzić do konkurencji – rzuciłem, chcąc aby porzucił temat.
– Żałosny unik – parsknął. – Tak po prostu pozostaniesz świętoszkiem? Halo, gdzie mój szalony kuzyn? Jest tam jeszcze, czy tweedowa marynarka wyprała ci mózg, profesorku. Teraz tylko spotkania klubu książki? A do straży sąsiedzkiej już wstąpiłeś, by pilnować rośnięcia trawników? Tylko sobie pomyśl, ty za rok chodzisz po osiedlu sprawdzając czy sąsiedzi przypadkiem...
Wywróciłem oczami na jego zaczepkę, gdyż za dobrze znałem jego zagrywki. Rozłączyłem się przerywając połączenie z wymyślającym moje dalsze życie Xavierem. Jasny znak koniec gadania, kiedy zwykłe słowa nie działają. Sam robił tak, kiedy tylko proponowałem mu udanie się leczenie, aby w końcu zaczął żyć, a nie egzystować.
Miałem tłumy studentów zmierzających do odpowiednich sal. Poranne zadowolenie biło od nich na kilometr. Przypuszczalnie wielu miało się równie źle co ja. Dlatego w tym miejscu docenia się wieczory, które się spędziło jak zdziadziały osobnik. Kac egzystencjonalny nie jest tak dokuczliwy następnego poranka. Stanąłem przed drzwiami Sali wykładowej, biorąc większy wdech. Czas na konfrontację ze złośliwym losem.
Wszedłem do sali rzucając krótkie przywitanie, na które odpowiedział mi niemrawy tłum. Uśmiechnąłem się półgębkiem na ten zapał, wyciągając z torby laptop. Rozejrzałem się po sali upinając i uruchamiając sprzęt. Wśród tłumu mignęła mi twarz znajomej rudowłosej. Czyli wyglądało na to, że ona również postanowiła udawać, że soboty wieczór nie było.
– Wiedzę, że wszystkim nam się dzisiaj chce tak samo, dlatego przypominam o w miarę cichym chrapaniu. Dziś będziemy omawiać techniki przesłuchań i skupimy się na...

***

Studenci powoli opuszczali salę, prowadząc ciche rozmowy, kiedy ja zanotowałem w notesie przypominajkę, odnośnie ustalenia godzin konsultacji. Na moich zajęciach starałem się utrzymywać aktywność grupy, wiedząc z doświadczenia, że samo przedstawienie prezentacji niewiele dawało. Mogła to być też kwestia prowadzącego, czyli w moim przypadku postrachu wydziału prawa profesor Colers. Z resztą pierwotnie to ona, miała prowadzić zajęcia z psychologii zeznań tej grupy. Jednak wciąż pozostawała szansa, że ta kobieta napsuje im krwi na psychologii sądowniczej. Aż im współczułem. Upiłem łyk zimnej już herbaty, uzupełniając informacje w systemie odnośnie zajęć. Moja zdecydowanie najmniej ulubiona czynność w tej pracy. Już nawet notatki prowadzone po sesjach terapeutycznych były przyjemniejsze. I bardziej potrzebne.
– Profesorze, można na moment? – Rozległ się przede mną głos.
Podniosłem wzrok i moje spojrzenie napotkało błękitno–szare tęczówki, które w sobotni wieczór patrzyły na mnie z równie dużym zaskoczeniem co ja na nią. Teraz stała przede mną z pewną rezerwą i napięciem, oczekują konfrontacji. Rozejrzałem się po sali, z której wychodził ostatni maruder, który połowę zajęć przespał.
– Oczywiście, słucham panno Ferrars – powiedziałem, odsuwając się nieco od biurka i przeniosłem swoje spojrzenie na nią.
– Chciałam się upewnić, że sobotnie spotkanie pozostanie między nami – powiedziała mnąc w dłoni pasek od torby.
– A dlaczego nie miałoby pozostać? Nie widzę powodów aby rozpowiadać o tym na kampusie – odparłem zaplatając ręce na klatce piersiowej. – Gdybym nakrył panią na handlu organami, wtedy być może i gdzieś to by trafiło. A tańczenie w klubie nie jest nielegalne, więc nic nikomu do tego.

Juliette?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz